niedziela, 11 maja 2014

Semana Santa - Wielkanoc w Hiszpanii


Spędzenie Wielkanocy w Andaluzji było niezwykle interesującym i magicznym przeżyciem. Mój wyjazd do Hiszpanii zupełnie przypadkowo wypadł właśnie w tym okresie i początkowo planowałam nie brać udziału w żadnym świętowaniu, bo kto by myślał o procesjach kiedy wkoło do zwiedzania tyle pięknych miejsc. Jednak już w Niedzielę Palmową całkowicie zmieniłam zdanie. Niesamowita atmosfera, która zapanowała w Sevilli totalnie mnie wciągnęła.


W przeddzień Niedzieli Palmowej odświętnie udekorowane miasto zwiastowało rozpoczęcie Semana Santa. W oknach i na balkonach pojawiły się czerwone zasłony, a na wielu placach i ulicach setki krzeseł i trybun.



W Niedzielę Palmową od razu po wyjściu z hotelu zorientowałam się, że ten dzień bedzię wyjątkowy. Przepełnioną na codzień turystami Sevillę opanowali wystrojeni od stóp do głów Hiszpanie. Nigdy w życiu nie było mi tak wstyd, że jestem w jeansach. Okazało się, że tzw. odświętne ubranie do kościoła traktowane jest w Andaluzji niezwykle poważnie. Mieszkańcy wyglądali jak gdyby szli na premierę do La Scala, a nie do kościoła poświęcić palemkę. I nie ma w tym żadnej przesady. W garniturach byli zarówno staruszkowie, malutkie dzieci, jak i nastolatki. Siedząc w jednej z knajpek niedaleko małej kapliczki przyglądałam się ludziom, którzy spontanicznie zbaczali z drogi i podchodzili do niej, żeby się chwilę pomodlić. Ta szczera i niewymuszona religijność była niezwykle ujmująca.

Oczywiście, jak na Hiszpanów przystało, niedzielne obchody to nie tylko kościół, tylko wielka fiesta. Zaraz po porannych mszach, niemalże każdy bar i każda knajpka w miescie pękała w szwach. Tłumy na ulicach były tak niesamowite, że wydawało mi się, że w domach nie ma absolutnie nikogo. Tuż przed rozpoczęciem pierwszych procecji, do centrum sunęły cale rzesze wystrojonych rodzin, a wśród nich pokutnicy z najróżniejszych bractw, w tradycyjnych strojach. Postacie w szpiczastych czapkach i dlugich szatach to nie Ku Klux Klan, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać, tylko pokutnicy, którzy maszerują w procesji.

W trakcie procesji tłok jest naprawde nieziemski, dlatego warto przyjść wcześniej, żeby nie wylądować z samego tyłu wielkiego tłumu. Szczęśliwie, udało nam znaleźć się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze i wylądowaliśmy w pierwszym rzędzie. Na czele procesji maszerowała orkiestra wybijąca uzależniający rytm. To brzmienie bębnów towarzyszyło nam przez cały tydzień, ten sam rytm słyszeliśmy w każdym zakątku Andaluzji. Czasami nawet do 3 rano!


Za orkiestrą kroczą pokutnicy, a za nimi niesiona jest olbrzymia platforma z figurami przedstawiającymi Jezusa, Maryję i innych świętych. Cała operacja niesienia platformy robi naprawdę duże wrażenie. Jest to nie lada wysiłek. Nie dość, że pokutnicy mają na ramionach olbrzymi ciężar to na dodatek schowani są pod kotarą gdzie jest pewnie z tysiąc stopni. Podobno Antonio Banderas co roku niesie podobną platformę w Maladze. Nie da się go niestety wypatrzeć, ponieważ pokutnicy są anonimowi i widać im tylko buty.






Ponieważ staliśmy na zakręcie ulicy, mieliśmy okazję zobaczyć jakim trudnym manewrem jest zakręt. Przez ponad pięć minut platforma tylko bujała się na boki, a niosący dreptali niemalże w miejscu. Z każdej strony platformy nawigatorzy w wielkim skupieniu wykrzykiwali komendy. Kiedy w końcu udało się zakręcić tłum nagrodził tragarzy niezwykle gromkimi brawami i wiwatowaniem. Niestety krótko po tym procesja została nagle przerwana, ponieważ rozpętała się wielka ulewa. Nawet przy małym deszczu procesje są odwoływane. A to dlatego, że figury na platformach są stare i niezwykle cenne, i muszą być natychmiast schowane kiedy tylko spadną pierwsze krople.

Nawigator.

Tuż za platformą kroczył chłopak z wiadrem wody i kubeczkiem, odpowiedzialny za napojenie niosących.
Balkonowa widownia.
Ulewa wcale jednak nie przeszkodziła Hiszpanom w świętowaniu. Cały tłum ruszył do barów i restauracji, które zamieniły się w jarmark. Wyglądało to naprawdę komicznie. W barze, w którym się schowaliśmy były też dziesiątki osób w przemoczonych garniakach i sukniach, przemoczeni pokutnicy, kobiety karmiące i przewijające małe dzieci. Takiego gwaru w barze jeszcze nie widziałam :)

Kiedy byliśmy w Granadzie, udało nam się usłyszeć tradycyjną saeta. Podczas jednej z procesji, ktoś zupełnie spontanicznie zaczął śpiewać żałobną pieśń. Cała procesja natychmiast stanęła i ucichła, a wszyscy z szacunkiem i powagą słuchali. Kiedy śpiewak zakończył, został nagrodzony brawami i procesja ruszyła dalej. Takie śpiewanie podczas procesji jest dość powszechne. Czasem ktoś śpiewa z balkonu, czasem przechodzień, a innym razem ktoś z uczestników procesji. Za każdym razem cały tłum przystaje i słucha w skupieniu do ostatniej nutki.

Słuchając pieśni.

Odwiedzenie Andaluzji podczas Semana Santa było prawdziwie niezapomnianym doświadczeniem. Serdecznie polecam!

Fasola

2 komentarze:

  1. super atmosfera:) ja byłam raz na paradzie w wigilię trzech króli i było nieziemsko:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń