poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Wokół Rifugio Walter Bonatti*




Po drugiej stronie masywu jest zupełnie inaczej. Ciszej. Stromej. Śnieg w marcu zaczął juz sie topić. I choć z jednej na druga stronę można przedostać się w 30 minut, miejsca te absolutnie nie sa swoimi odbiciami lustrzanymi.
Włoska strona jest cieplejsza. Miasteczko urokliwsze i mniej gwarne. Cala dolina Aosty jest przepiękna i potrzeba by miesięcy na zerkniecie do każdego kąta.
Czas, w którym byliśmy nie był ani typowo narciarski ani tym bardziej wspinaczkowo/wycieczkowy. Był nijaki, niewiele sie dało, drogi były zamknięte. Szlaki zasypane.
Cala dolina Val Ferret została na czas zimy zamieniona w ośrodek biegowy. Samochód trzeba było zostawić prawie w La Palud i maszerować cala długość doliny wyznaczonym pasem dla pieszych.
Znaleźliśmy takie miejsce, z którego widok na cały masyw Mont Blanc i Grande Jorasses nie mógłby być lepszy.


Val Ferret
Podejście do schroniska Waltera Bonattiego zajmuje niewiele ok 2 godzin. Nie należy ono do schronisk przypominających dawne czasy. Jedynie otoczenie pozostało to samo. Wszystko tak jak widziane przez tysiące ludzi przed nami. 

Schronisko Bonattiego na tle Grandes Jorasses

Monte Bianco
Zostawiamy schronisko. Teraz role zdecydowanie odwracają sie na korzyść śniegu. Dojście do przełęczy Pas Entre Deux Sauts zajęło nam milion czasu i zjadło prawie całe siły. Śnieg był po pas. Słońce się śmiało z nas na całego. Jednak kiedy tylko osiąga się zamierzony punkt całe zmęczenie i zasapanie odpływa z pierwszym łykiem herbaty.  Posiedzieliśmy tu chwilę, bo mało jest takich miejsc na ziemi gdzie nie ma nikogo. 

Przelecz Pas Entre Deux Sauts



Przejście przez przełęcz i zejście było bardziej skomplikowane niż się nam wydawało. Ścieżki nie wyglądają jak latem. Należy się bardzo pilnować. Ślady narciarzy tylko mąciły nam w glowach. Dojscie do dna doliny stargało nam nerwy i zabrało mnóstwo czasu. Przeszkody się dopiero spiętrzały. Wylot doliny zamknięty był ogromnym lawiniskiem. Mur ze śniegu dwa razy większy niż my zagradzał nam wyjście, a za nim, całe zbocze, którym prowadziła ścieżka było niedostępne. 




Mieliśmy dwie możliwości: wrócić przez przełęcz do schroniska Bonattiego i zejść do Val Ferret lub przejść przez strumyk wprost na łagodne zbocze do lasu. Strumyk był tyci. Oczywiście wydawało nam się źle. Był niewielki, ale kaskady, śliskie kamienie i lodowata woda tworzyły z niego barierę nie do pokonania. Udało się nam w koncu przebrnąć na druga stronę. Na czworakach i z wodą w kieszeniach. Ale była to na pewno bezpieczniejsza strona. Pozostało juz tylko przedostać się przez kilometrowy las pełen całozimowego śniegu…

Zrodlo: Kompass Mont Blanc, Monte Bianco nr 85



*Walter Bonatti – włoski wspinacz i ikona alpinizmu. W wieku 19 lat wspiął sie Droga Cassina na północnej ścianie Grandes Jorasses. Jest autorem wielu pierwszych przejść w całym masywie Mont Blanc. Przeszedł wschodnią ścianę Grand Capucin i solo poludniowo-zachodni filar Aiguille de Dru, północną ścianę Wielkiego Filara Narożnego. Wspinał się w Himalajach i Patagonii. Swoja wspinaczkową karierę zakończył niestety w wieku 35 lat (źródło ‘Moje Góry’ – W.Bonatti)

Pietrasia



1 komentarz:

  1. Piękne zdjęcia i wspaniała opowieść...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń